Gitarzysta odrodzony w Jakusach

 

Jak czytamy w Tygodniku Makowskim w artykule Stefana Żagla z dnia  20 sierpnia 2013

 

krajewski.jpg

Bogdana Krajewskiego poznałem w czasie tegorocznego Mazowieckiego  Przeglądu Zespołów Kabaretowych „Stopa” 2013 w Karniewie: był jurorem  konkursu kabaretów, a potem, w czasie gali artystycznej, zagrał ze swoja  „szkołą” gitarową. Muzyk, jak się okazuje, mieszka w podkarniewskiej wsi  Chełchy-Jakusy, gdzie przeniósł się z Warszawy po przejściu na emeryturę.

A jeszcze niedawno, jak prezentowano go w czasie imprezy: grał ze Stanem  Borysem i Krystyną Prońko…

                -To akurat było dawno, kiedy grałem z zespołem Koman Band - „protestuje” Krajewski. Ale rzeczywiście z  różnego rodzaju „bandami” i innymi  kapelami, z gitarą w ręku, zjeździł niemal całą Polskę i spory kawał świata, aż wreszcie powiedział sobie: Stop! I uciekł od dotychczasowego życia muzyka-wędrownika czy muzyka tułacza. Postanowił osiąść w spokojnym, zacisznym miejscu. Takie są właśnie Chełchy –Jakusy; jak on mówi: Chełchy-„Dzakuzi”. Wyjechał z warszawy…

                - Po śmierci matki nic nie trzymało mnie w stolicy – wspomina pan Bogdan – sprzedałem mieszkanie i postanowiłem osiąść gdzieś na wsi. Czy jednak uciekł całkowicie od życia muzyka? Nie do końca. Dowodem jest choćby prowadzenie muzycznej szkółki gitarowej. I nie tylko.

                Urodził się w Płocku, lecz we wczesnym dzieciństwie z rodzicami wyjechał do warszawy. Były to lata czterdzieste ub. wieku. Trwała odbudowa stolicy, powstawały nowe domy i osiedla. Warszawa wchłaniała przyjezdnych. W jednym z domów przy placu Konstytucji zamieszkali Krajewscy. Po podstawówce poszedł Bogdan do technikum łączności. Po maturze nawet rok pracował jako łącznościowiec w jednej ze stołecznych central telefonicznych, ale nie było mu pisane zatrudnienie w tej branży: już w szkole średniej jego hobby stała się gra na gitarze. Wzorce i bodźce były niesamowite. Znani już byli Czerwono-Czarni i Niebiesko-Czarni, właśnie powstawały i śpiewały najgłośniej w Polsce Czerwone Gitary, a niedługo potem powstała super grupa Polanie. Mniejszych gitarowych zespołów było już zatrzęsienie. Łącznościowa specjalność przydała się Bogdanowi: z telefonicznych magnesów robił przystawki do gitary elektrycznej, zaś ze starych odbiorników wzmacniacze gitarowe. O fabryczne gitary i wzmacniacze nie było wtedy łatwo, a jeśli się pojawiały nie były tanie, najprostsza „ samba” kosztowała średnią pensję. Czeska „ jolana” była szczytem marzeń…

Gitarowy samouk szybko zdobył „ szlif” i zaczął grać z liczącymi się zespołami. Wspomina, że najpierw grywał w klubie „ Hybrydy” na Mokotowie z zespołem o nazwie Ogień. Nie odnotowały go muzyczne kroniki, ale już następną  kapelę  z udziałem Krajewskiego, czyli Koman Band odnotowały. Założył ją w 1972 roku pianista i kompozytor Janusz Koman. Kilka lat wcześniej grał na gitarze w Czerwono-Czarnych, spotkał się tam z „ dyktatem” wokalistów, których w tym zespole było dużo i właściwie niweczyli stylowo ten niezły zespół. Dlatego potem, choć jazzowo-rockowa grupa Koman Band występowała z wokalistami, Koman trzymał ich krótko. Krajewski grał z Komanem od 1973 do 1975 roku, tam najwyraźniej zaraził się jazzowaniem czyli improwizowaniem na określony muzyczny temat. Tak mogą jednak grać najlepsi muzycy, tacy, w których muzyka sama gra…

Z Koman Bandem swą karierę zaczynała Krystyna Prońko, na Festiwalu Opolskim śpiewała piosenki Janusza Komana: „ Po co ci to chłopcze” i „ Umarłe Krajobrazy” .Śpiewał z Komanem a więc i z Krajewskim, Stan Borys sławny już wtedy wokalista, dysponujący znakomitym głosem. Po kilku latach grania w Koman Badzie przyszła współpraca z zespołem Spisek i Haliną Frąckowiak. Potem Krajewski kierował zespołem akompaniując Zdzisławie Sośnickiej. Wyjeżdżał do USA i Finlandii, koncertował, nagrywał dla radia i wytwórni płytowych. Grywał w zespołach kombinowanych zawiązywanych z okazji jakiegoś koncertu, nagrania, wyjazdu. Grywał przez pewien czas na promach do tańca umilając podróż pasażerom. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych udało mu się skrzyknąć z kolegami i stworzyć własną grupę Park Jurajski, potem była już tylko okazjonalna współpraca muzyczna.

Cały czas prawie byłem w drodze, w autobusie, w hotelach – wspomina Bogdan Krajewski. Graliśmy, bywało po kilka koncertów dziennie. Po koncertach na ogół się piło, bo i cóż było robić. I tak leciały lata…

W końcu musiało tak być, że jakiś ostatni autobus dowiózł muzyka na ostatni koncert…

Krajewski wylądował z emeryturką coś około tysiąca złotych. Oczywiście mógł jeszcze grać, ale marzył o stabilizacji. O domku koło lasu, nad wodą. W gazecie znalazł ogłoszenie o sprzedaży działki z zabudową. Przyjechał do wsi Chełchy - Jakusy w gminie Karniewo. Ani tu lasu, ani tu wody. Za to pola i trzy gospodarstwa na krzyż, droga przez wieś jak za cara. I spokój, spokój, spokój…

Wczoraj przejechały przez wieś trzy samochody i dwa traktory, a więc ruch był duży – opisuje pan Bogdan codzienność w Chełchach -Jakusach. Dom był walący się, ale spodobał się Krajewskiemu. Postanowił go odbudować po swojemu. Sąsiedzi mu pomagali. Jedna z sąsiadek, która wyjechała do Anglii chyba na dłużej pozwoliła mu zamieszkać w swoim domu do czasu zakończenia modernizacji jego własnej zagrody – życzliwość tę uznał pan Bogdan za dar niebios. Stwierdził, że znalazł właściwe miejsce na ziemi. Przy pomocy życzliwych sąsiadów odbudował zagrodę, stworzył warunki do godnego życia. Stał się jak mówi, wieśniakiem.

Siedzimy w jego starym – nowym domu urządzonym na jego modłę. Gospodarz wspomina czasy odbudowy. Ot,  urządził kominek, którym ogrzewa cały dom. Podczas minionej długiej zimy spalił tylko pięć metrów kubicznych drzewa, a w domu było ciepło jak w ulu.

Gospodarz opowiada jak postanowił się odrodzić. Przeszedł na wegetarianizm, dzięki czemu „ zrzucił” jakieś 60 kg nadwagi ( a Ważył 140 kg). Wszystkie dolegliwości minęły jak ręką odjął. Wyrzucił z domu telewizor, tego – jak mówi – kłamczucha. Spalił wszystkie dokumenty własnej muzycznej przeszłości. Poczuł się odrodzony, inny…

Ale naturę pokonać trudno. Pojechał Krajewski do Gminnego Ośrodka Kultury w Karniewie. Jego dyrektor Krzysztof Twardowski jest człowiekiem otwartym, uznał, że muzyk z takim doświadczeniem może się przydać. Zatrudnił Krajewskiego na zlecenie i tak powstała szkoła gitarowa. Zgłosiło się ośmioro chętnych dzieciaków. Nawet zdolnych. Gitara to nadal fascynujący instrument, a przy tym o tyle atrakcyjny, że można ją zabrać na wycieczkę, na obóz, zagrać przy ognisku. Niestety ma pewien „kaprys” – trzeba ją „przełamać”. Wygląda to jak przełamanie młodego konia pod siodło przez ujeżdżającego. Przełamanie gitary polega na tym, że opuszki palców gitarzysty muszą stwardnieć, zaś palce lewej reki nabrać siły. To wymaga trenowanie chwytów przez ładne kilka miesięcy, przy czym na palcach robią się bąble. To zniechęcało wielu amatorów gitary. Tak było z uczniami szkoły Krajewskiego – z ośmiu amatorów zostało trzech. Ale oni już przekroczyli gitarowy Rubikon. Instrumenty są już im posłuszne. Muzyk liczy na kolejny nabór do gitarowej szkoły. Pojawia się w Karniewie szansa , związana z  modernizacją Sali widowiskowej w budynku który GOK dzieli z miejscową Ochotniczą Strażą Pożarną. Będzie możliwość częstszego prezentowania umiejętności miejscowych młodych gitarzystów. A także organizowania koncertów „dorosłych” zespołów. Dawni koledzy nie zapomnieli bowiem o Bogdanie Krajewskim. Przyjeżdżają do niego do Jakus. Pan Bogdan urządził nawet w swojej „hacjendzie” coś w rodzaju studia w celu organizowania prób. Muzycy, dawni koledzy i całkiem nowi znajomi zapraszają Krajewskiego na różne koncerty.  Zapraszają go do Opola, Gdańska, Suwałk. Muzyczne repy występują, grają w lokalach, a  nawet sami dla siebie – spotykają się ,żeby urządzić sobie session, czyli poimprowizować. Tak więc choć Krajewski muzyki się wyrzekł i zarzekł, wyszło na  to, że zarzekał się jak żaba błota. Oczywiście, jest to już inna jakość, choć i ona dowodzi, ze wilka do lasu zawsze będzie ciągnęło.

                Niezależnie od tego Bogdanowi Krajewskiemu żyje się w Chełchach- Jakusach i w gminie Karniewo dobrze. Czuje się obywatelem tej gminny i chce być jej użyteczny. Związki z muzykami, z którymi grywa dla przyjemności bardziej niż dla zarobku, mogą stać się elementami muzycznej kultury w Karniewie. No bo przecież gdy zjedzie się do Krajewskiego muzyczna grupa, może dać w Sali GOK koncert dla miejscowych słuchaczy. Całkowicie bezpłatny, traktując go jako otwartą próbę..

Lorem ipusm dolro sit meprsivba alsintro nova amore 

Sed vehicula lacus nibh. In hac habitasse platea dictumst. Mauris metus ante, faucibus eget rhoncus quis, blandit lobortis mi. Cras quis fringilla ante. Integer pretium risus non dui rutrum eu fringilla turpis blandit.

Pellentesque habitant morbi tristiquesenectus et netus et malesuada fames ac turpis egestas. Aenean et libero eget nis
Aenean hendrerit lobortis placerat. Praesent id augue sed dui lobortis fringilla. Proiied nibh quis lectus scelerisque dapibus.